Czy Kononowicz bywał przed wojną w Kazimierzu — nie wiem, nie pytałem go o to. Chyba tak, ale ja go tam nie spotykałem. Po wojnie tułał się długo po całej Polsce, szukając dla siebie miejsca i dla swej sztuki odpowiedniej atmosfery. Nie tylko o stronę materialną tu chodziło, a były to czasy smutne i ponure. Od malarzy wymagano podporządkowania się narzuconym z góry normom — wszystko, co powstało poza tym, otrzymywało wzgardliwe miano formalizmu i nie mogło liczyć na przychylną ocenę, a tym bardziej na zakup. Kononowicz był nieugięty, bezkompromisowy. Nie godził się na żadne ustępstwo. Malował dla siebie i po swojemu.
Obijał się więc po różnych miejscowościach, lecz nigdzie nie mógł wylądować na stałe. Najdłużej przebywał w Szczecinie. Potem znów Lublin. Ostatnio Nałęczów. Tu miał przecież pewne podstawy do stabilizacji, tu mieszkał jego brat, też malarz, miał więc jakieś oparcie i pomoc. Znalazła się płatna posada. Ożenił się. A więc zdawało się, że dobił nareszcie do swojej Itaki. Ale ostatecznie stało się inaczej.
Nałęczów jest bardzo piękny. Otoczony malowniczymi wzgórzami posiada wyjątkową obfitość starych drzew i kwitnących krzewów. Krajobraz nałęczowski jest żywy i nity dla oka. Lecz okazuje się, że nie dla każdego. Kononowicz był odmiennego zdania. Skoro już namalował szereg obrazów i wszystkie motywy miejscowego pejzażu wycisnął jak cytrynę — ze zniechęceniem odrzucił pędzel.
Od Nałęczowa do Kazimierza tylko kilkanaście kilorrie» trów, a wszystko tam inne. Wyjątkowa przejrzystość powietrza, widoczność kolorów i w ogóle klimat odmienny. Jakżeż nie pojechać, zobaczyć, spróbować. Pojechał. Może nawet piechotą poszedł, on i tak potrafił.
Było to zdaje się w roku 1954. Na wiosnę. Kazimierz by) pod znakiem kwitnących drzew owocowych, a szczególnie jabłoni. Różowe obłoki spowijały skłony wzgójz kazimie. rzowskich gęstym całunem. I tak się zaczęła ta jabłonkowa przygoda. Artysta odrodził się. Nastąpiła ekspansja długo tłumionego i jakby przygasłego ognia i wszystko zmaterializowało się w wielkiej ilości obrazów. Różne ujęcia i różne warianty kwitnących drzew — wszystko jak żywioł, jak ogień.